piątek, 9 sierpnia 2013

3. Tell me what to do!

# Stephanie’s POV
Do klasy weszłam spóźniona. Wymamrotałam przeprosiny i usiadłam na swoim stałym miejscu tuż przy Sue. Wyjęłam podręczniki i wyrwałam z zeszytu kartkę, aby napisać dla niej wiadomość. To był nasz sposób na porozumiewanie się na lekcji.
„Musimy poważnie pogadać ;( ” – napisałam szybko i podsunęłam jej kartkę pod łokieć.
Zabrała ją szybko i spojrzała się na mnie. Pokiwała twierdząco głową.
Cierpliwie czekałam do końca wszystkich lekcji. Nie mogłam rozmawiać o tym od tak w szkole. Poszłyśmy razem do pobliskiego Sturbucks’a. W tym samym miejscu rozmawiałam z Finn’em. Usiadłyśmy spokojnie i zamówiłyśmy kawę.
- Dobra to o co chodzi? – Postawiła sprawę jasno Sue.
- Wyprowadzam się – westchnęłam.
- Co? Jak to? Dlaczego? Gdzie? Twoi rodzice cię tam zaciągają? Już ja im pokażę! – Potok słów wydobył się z jej ust.
- Hej, hej zwolnij. Wyjeżdżam do Londynu bez rodziców. Sprawa jest bardzo zagmatwana.
Spokojnie wszystko jej opowiedziałam. Od spotkania Finn’a na ulicy, aż do wyjścia policjanta z mojego domu. Wszystko stało się teraz dla mnie jasne. Przyjaciółka pomogła mi to wszystko ogarnąć. Mój mętlik w głowie zmienił się w poukładane do osobnej szafki wiadomości.  Podsumowując… Moi rodzice nie są moimi rodzicami, niedługo wylądują w więzieniu, a ja w piątek wylatuję do Londynu, aby poznać moich biologicznych rodziców i być może rodzeństwo.
Sue przytuliła mnie mocno.
- Nie przejmuj się kochana. Są telefony, komputery, tablety… Damy radę.
- Są też strefy czasowe, kilometry i takie tam – wzdrygnęłam ramionami.
- Nie martw się. Przetrwamy.
Posłała mi uspokajający uśmiech i oddaliła się w stronę swojej kamienicy. Umówiłyśmy się, że dzisiaj Sue będzie spała u mnie, abyśmy mogły spędzić ze sobą jak najwięcej czasu przed wyjazdem.
Gdy wróciłam do domu starałam się omijać moich niby-rodziców. Poszłam prosto do pokoju, aby uszykować go na przybycie Sue. Posprzątałam ciuchy walające się po pokoju, a papierki z biurka wyrzuciłam do śmietnika. Moja przyjaciółka nigdy nie skarżyła się na bałagan. Była przyzwyczajona. 
Około godziny osiemnastej usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam ze schodów i radośnie je otworzyłam. Stała tam uśmiechnięta blondynka.  W prawej ręce trzymała opakowanie od płyty. Znając ją to pewnie jakieś tandetne romansidło, a w lewej siatkę z lodami. Wpuściłam ją do środka i zamknęłam drzwi.
Od godziny siedziałyśmy na górze, w moim pokoju. Wspominałyśmy nasze wspólne dzieciństwo.
 - A pamiętasz jak miałyśmy po sześć lat i chodziłyśmy na lekcje tańca – zaśmiała się Sue.
Obie już wiedziałyśmy o co chodzi.
- Podeptałaś Trevor’a tak, że miał siniaki. Potem nakrzyczałaś na niego, że nie umie tańczyć – wybuchłyśmy śmiechem. Nie mogłyśmy przestać.
- A w trzeciej klasie – przerwa na śmiech – naplułaś pani Burns do kawy i wsypałaś tam okruszki kredy.
- Należało jej się. Musiałam siedzieć obok smarkatego Jonny’ego – udałam obrażoną.
Wspomnienia sprawiły, że na chwilę zapomniałam o całym incydencie. Muszę nacieszyć się przyjaciółką, póki jeszcze mogę. Później może być już za późno.
Atmosfera pomiędzy nami stawała się już coraz bardziej napięta. Powoli zdawałyśmy sobie sprawę, że wkrótce będziemy musiały się rozdzielić.
- Sue… - zaczęłam cicho.
- Tak? – Spojrzała na mnie.
- Wiesz, że będę za tobą strasznie tęsknić? – W oku zakręciła mi się łza.
- Wiem Stephie, wiem. Ja też będę – przytuliła mnie.
- Nic już nie będzie takie same. Nie będzie więcej takich nocnych pogaduszek, ani nawet oglądania tandetnych romansideł, które zawsze masz przy sobie – uśmiechnęłam się smutno.
- Będzie mi tego brakować – poczułam, że coś kapie na moją dłoń.
Zobaczyłam, że blondynka płacze. Nienawidziłam, kiedy ktoś przy mnie płacze, ponieważ sama zaczynam. Kilkakrotnie zamrugałam, aby powstrzymać łzy. Bez skutku. Po chwili obie tuliłyśmy się do siebie, mocząc sobie koszulki.
- Będzie mi cię brakowało, tak cholernie brakowało  - wychlipała Sue.
- Mam nadzieję, że będziemy się widywać, chociażby przez Internet – otarłam łzy i uśmiechnęłam się.
Nagle Sue podskoczyła z wielkim uśmiechem na twarzy. Zawsze kiedy tak robiła wpadała na dziwne pomysły, albo coś jej się przypominało. Spojrzałam na nią spode łba.
- Dziewczyno, co ty znowu planujesz? – Zapytałam niepewnie.
- Przypomniało mi się, że niedawno dostałam ofertę od pewnej agencji modelingowej. Pamiętasz jak chodziłam na castingi?  – Podrapała się po brodzie.
- Jasne, przecież chodziłam na nie razem z Tobą jako wsparcie – mrugnęłam do niej.
- Tak, tak – wymruczała.- Ale słuchaj, jakieś dwa tygodnie temu dostałam ofertę pracy w Paryżu, ale ją odrzuciłam. Nie chciałam wyjeżdżać i cię zostawiać – jej oczy wyrażały, że bardzo chciała tam być.
- Głuptasek – trzepnęłam ją lekko w głowę.
- Może do nich zadzwonię i zapytam czy mogę jeszcze przyjąć ofertę? W ten sposób będziemy miały do siebie bliżej, no i oczywiście podobne strefy czasowe – jej oczy znowu stały się wesołe.
- Zawsze warto spróbować – wzdrygnęła ramionami i sięgnęła po telefon.
Podczas kiedy ona rozmawiała z jakąś kobietą z agencji, ja poszłam do toalety. Załatwiłam swoją potrzebę.  Myjąc ręce spojrzałam w lustro. Mój makijaż był cały rozmazany. Zazwyczaj nie nakładam go dużo, ale tusz do rzęs plus łzy robią swoje. Umyłam twarz, którą przestałam nękać kosmetykami. Wróciłam do pokoju i zastałam tam Sue siedzącą na łóżku z wielkim bananem na twarzy.
- Więc? – Zapytałam prosto z mostu.
- Udało się!!! – Krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
- Nie gadaj – odsunęłam ją na długość moich ramion, wciąż ją trzymając.
Sue popatrzyła na mnie jak na idiotkę. Uśmiechnęła się i zrobiła głupią minę tak jak to miała w zwyczaju. Zaśmiałyśmy się i ponownie rzuciłyśmy sobie w ramiona.
To zdecydowanie był najlepszy wieczór spędzony z przyjaciółką w L.A.
# Sue’s POV
Nie sądziłam, że mi pozwolą przyjąć ponownie ofertę, ale zawsze warto było spróbować. Wybrałam numer i po trzech sygnałach połączyłam się z biurem.
- Dobry wieczór. Z tej strony Sue Martinez – przedstawiłam się.
- Oh, tak pamiętam cię dziecko. Odmówiłaś mojej agencji, prawda? – Zapytała z sykiem pani Mone, której głos doskonale znałam.
- Tak – potwierdziłam cicho. – Ja chciałabym zapytać czy ta oferta jest wciąż aktualna. Rozumiem, że popełniłam błąd, kiedy odrzuciłam panią. Dałoby się to jakoś odkręcić? – Moja nadzieja rosła z każdą sekundą.
- Masz szczęście dziecko, że jesteś ładna i masz idealne wymiary – westchnęła dyrektorka firmy.
- Dziękuję, dziękuję – powtarzałam. Gdybym tam była to pewnie rzuciłabym się jej na szyję.
- Dobrze dziecko. Idź już spać. Późno już. Prześlę ci informacje mailem – zakończyła rozmowę.
- Dobranoc – rozłączyłam się.
Wiedziałam, że Stephie ucieszy się z tej widomości. Będziemy bliżej. Może nasza przyjaźń przetrwa – myślałam. Poza tym byłam strasznie ciekawa, jak nazywa się naprawdę. Może będzie miała jakieś fajne rodzeństwo. Starszego brata na przykład. Zarechotałam w myślach. W tym momencie brunetka wkroczyła wesoło do pokoju. Szybko powiedziałam jej news’a i rzuciłyśmy się sobie w objęcia.  To był wspaniały wieczór. Miałam tylko nadzieję, że nie ostatni. Kochałam moją przyjaciółkę i nie chciałam jej stracić.

 ______________________________________


 Hejo hej, dodaje wam trzeci rozdział.
Mam nadzieję, że się spodobał. 
Komentujcie x

JMSster <3


2 komentarze:

  1. Oczywiście, że się spodobał i to bardzo :)
    Ciekawa jestem reakcji rozdziny jak ją zobaczą.
    Pisz szybko <3
    Czekam na nn i zapraszam do siebie.

    http://1d-give-love-to-work.blogspot.com

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne ! Trafiłam na Ciebie na Wattpadzie, cudownie piszesz <3

    OdpowiedzUsuń