#Finn ‘s POV
Dlaczego ona mi nie wierzy?
Byłem za mało przekonujący? Dobra, cokolwiek. Musze skontaktować się z matką
Stephanie. Wyciągnąłem z kieszeni moich jeansów telefon. Nie był to żaden
iPhone czy Blackberry. Stawiałem na prostotę oraz funkcjonalność. Nacisnąłem
klawisz ‘’ odblokuj ‘’ i wyszukałem numer Karen. Po dwóch sygnałach rozległ się
dźwięk w słuchawce.
- Karen Payne, w czym mogę
pomóc? – Odbierała tak każde połączenie.
- Witaj Karen, tu Finn.
- Finn, o Jezusie… Coś się
stało? Znalazłeś ją? – Jej głos drżał.
- Weź najpierw głęboki wdech
i wydech, dobrze? - Próbowałem ją
uspokoić, oczywiście bez skutku.
- Nie pieprz głupot! –
Krzyknęła. – Masz ją? Masz moją córeczkę? Moje kochane dziecko?
- Mogę powiedzieć tak.
Odnalazłem ją, ale mi nie wierzy i uciekła z naszego spotkania – wyleciał ze
mnie potok słów.
- O Boże! No to zrób coś
Finn! Proszę cię – szlochała.
- Postaram się Karen. Trzymaj
się – i rozłączyłem się.
‘’Teraz muszę się przespać.
Przynajmniej wiem, że jeden punkt z mojej listy rzeczy do zrobienia jest już
wykonany. Znalazłem ją. Następnie będę musiał ją przekonać, aby poleciała ze
mną do prawdziwej rodziny, a porywaczy zamknąć w więzieniu. To był długi
dzień.” – Pomyślałem i wskoczyłem na hotelowe łóżko i zapadłem w ciężki sen.
#Stephanie ’s POV
Ojciec wrócił późno w nocy.
Ostatnio coraz dłużej zostaje w pracy. Cóż, mechanik tak czasami ma. Musi
skończyć robotę jeszcze przed przybyciem klienta. Jeśli nie zdąży obniżają mu
pensję. Mark, bo tak ma na imię, stara
się jak może. Zarabia marne grosze, ale dzięki mamie jakoś dajemy radę.
Elisabeth jest dobrze zarabiającą księgową w jakiejś nieznanej mi bliżej
firmie. Wiem, że ma coś wspólnego z dekoracją ogrodów. W każdym bądź razie
rodzice, o ile mogę ich nimi nazwać, nigdy mnie nie okłamali. Po tym co
usłyszałam od Finn’a i przeczytałam z papierów znalezionych w komodzie
zaczynałam się poważnie zastanawiać. Po pierwsze musiałam z nimi porozmawiać.
Na spokojnie, bez rozpoczynania jakichkolwiek
kłótni. Po prostu muszą mi to wyjaśnić i tyle. Gorzej będzie, jeżeli to Finn
będzie miał rację. Nie mam pojęcia co wtedy zrobię. Zamknę się w sobie, ucieknę
od rodziców, może wyprowadzę się do Londynu – do prawdziwej rodziny? Payne… coś
mi mówiło to nazwisko. Nie mogłam sobie przypomnieć. Wiem, że gdzieś je już
słyszałam.
Szykowałam się rano do
szkoły. Ten sam nudny schemat, czyli : wstać, ubrać się, umyć, zjeść śniadanie
i wyjść. Każda inna nowość w moim poranku była dla mnie szokiem. Zdziwicie się,
jeżeli powiem, że największym szokiem tego dnia był policjant siedzący w
kuchni, kiedy już miałam jeść śniadanie.
- Dzień dobry – przywitałam
się cicho.
- Witam. Nazywam się Dylan
Ferguson i jestem tutejszym oficerem. Nie chciałbym przeszkadzać, ale mam kilka pytań do ciebie, moja droga.
Dylan był czarnoskórym
mężczyzną z wystającym brzuchem. Miał lekki zarost na swojej pulchnej twarzy.
Na czubku głowy nie miał nic, był łysy. Wyglądał jak typowy policjant ukazywany
w filmach z pączkiem w ręce.
- Do mnie? – Zapytałam
zszokowana.
Zastanawiałam się o co mogło
mu chodzić. Może o tą całą sprawę z porwaniem mnie.
- Tak, pozwolisz?
- Oczywiście – przytaknęłam.
Policjant poprawił swoją
marynarką i wstał z krzesła. Podszedł do mnie i zaproponował pójście do salonu,
ponieważ w kuchni była mama, która do tej pory się nie odzywała ani słowem.
Usiedliśmy na kanapie.
- Stephanie, czy ty wiesz o
tej całej sprawie z rodzicami? Dostaliśmy wiadomość od Finn’a, że powiadomił
cię o wszystkim.
- Tak, znaczy się rozmawiałam
z nim na ten temat… - wykrztusiłam z siebie te kilka słów.
- Czyli jesteś wtajemniczona
– podsumował.
- Tak, ale chciałam najpierw
porozmawiać z rodzicami. Miałam nadzieję, że wytłumaczą mi to wszystko –
westchnęłam głośno.
- Dziecko, ale co tu jest do
tłumaczenia? Oni cię porwali, a potem nawet nie powiedzieli słowa o rodzinie w
Anglii przez całe szesnaście lat -
gestykulował energicznie.
- No niby tak, ale przecież
wychowywali mnie. Chcę wiedzieć dlaczego to zrobili – wyznałam.
Chociaż głęboko w duszy
miałam do nich żal, kochałam ich. Żyli ze mną przez cały czas. W każdym bądź
razie zszokowało mnie to, że mnie okłamali. Jak oni mogli?
- Rozumiem, ale pamiętaj, że
popełnili przestępstwo i to poważne.
- Więc? Co się stanie? –
Zapytałam trochę niespokojnie.
- Trudno mi to mówić, ale
będą musieli iść do więzienia. Musimy znaleźć dowody na to, że oni cię porwali
– Dylan podrapał się po swojej łysinie.
- Jakie na przykład?
- To musi być jakiś akt
urodzenia i inne takie – próbował
wytłumaczyć mi, o jakie papiery mu chodziło.
Serce podskoczyło mi do
gardła. Miałam to co potrzebowali.
- Stephanie czy coś jest nie
tak? – Widocznie zauważył moje zachowanie.
-Y… no bo ja, ja mam ten akt
– wyjąkałam.
- Masz go? To cudownie,
mogłabyś nam go oddać jako dowód w sprawie? – zapytał z podekscytowaniem.
- Chyba tak. Zaraz wrócę.
Poszłam powoli do swojego
pokoju. Schowałam akt w biurku. Spojrzałam na niego jeszcze raz. Nic się nie
zmieniło. Stephanie Payne. Łzy koniecznie chciały odwiedzić moje policzki. Moi
rodzice mnie oszukali. Musiałam dać upust emocjom i najzwyczajniej w świecie
rozpłakałam się. Musiałam przez chwilę nie schodzić na dół, bo ktoś zapukał do
moich drzwi.
- Kochanie, mogę wejść? –
Usłyszałam głos mamy.
Drzwi uchyliły się lekko, a
do pokoju wślizgnęła się wysoka postać.
- Mamo, dlaczego to
zrobiliście? – Zapytałam wprost.
- Córeczko, posłuchaj…
- Bez wykrętów! Nie chce
słuchać kolejnych kłamstw! – Wykrzyczałam i znów polały się łzy.
- To nie jest takie proste –
próbowała się wytłumaczyć.
- Dla mnie bardzo!
Porwaliście mnie i okłamywaliście przez całe moje cholerne życie!
- Wyrażaj się młoda damo! –
Poprawiła mnie.
- Nie masz prawa mi
rozkazywać! Nie jesteś moją matką! - Wybiegłam z pokoju prosto do salonu, gdzie
czekał na mnie Ferguson.
Oddałam mu kartkę papieru i
usiadłam w ciszy. Słyszałam jak moja matka, jeżeli mogę ją tak nazwać schodzi
po schodach. Nie odwróciłam się do niej. Patrzyłam na pilot, który leżał na
szklanym stoliku. Prawie zapomniałam, że powinnam iść do szkoły, ponieważ jest
środa. Może nie przypomną sobie o tym fakcie. Wzięłam głęboki wdech, po czym
wypuściłam powietrze. Potrzebuję chwili relaksu. Dosłownie chwili. Zamknęłam
oczy i równomiernie oddychając liczyłam do dziesięciu.
- Stephanie, dziękuję za
pomoc. Teraz mamy wystarczające dowody, że to było porwanie. Masz czas do
piątku – podsumował policjant.
- C… co? W jakim sensie so
piątku? – Zapytałam lekko oszołomiona.
- Spakuj się, pozałatwiaj
swoje sprawy. Będziesz musiała wrócić do swojej prawdziwej rodziny. Poza tym,
czy ty nie powinnaś być w szkole? – Jasne, zmień temat…
- Czyli podsumowując mam
zostawić wszystko, moi rodzice zostaną aresztowani, a ja zamieszkam w Londynie
z ludźmi, o których nigdy nie słyszałam? – Gdybym mogła widzieć siebie, to
pewnie turlałabym się po podłodze ze śmiechu. Miałam wielki wytrzeszcz i
otwartą buzię.
- Dobrze to ujęłaś. Miłego
dnia i wracaj do szkoły. Zadzwonimy później, aby podać ci szczegóły.
Zakończył rozmowę i wyszedł z
domu. Nie byłam w stanie się ruszyć. Kompletnie mnie zamurowało. Ocknęłam się
po chwili, kiedy mama szturchnęła mnie i powiedziała, że powinnam już iść do
szkoły. Zabrałam z podłogi w kuchni swój plecak i wyszłam. Na ulicy nie
zwracałam uwagi na to czy kogoś szturchnęłam czy nie. Szłam przed siebie,
automatycznie nogi prowadziły mnie do szkoły, chociaż tego nie chciałam. Może
Sue mi pomoże…
_______________________________
Hej Kochani. Przychodzę dzisiaj z nowym rozdziałem. Miał być wczoraj, ale nie było mnie cały dzień.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. x
Komentujcie, bo to motywuje x
Jestem otwarta na porady :)
JMSster x
Bardzo fajnie się zaczyna to rozkręcać ;) sądząc po opisie bohaterów Harremu nie bardzo spodoba się pojawienie nowej osoby ale nie na długo, czekam na kolejne mam nadzieję że będą pojawiać się często bo już jestem ciekawa dalszych losów ;))
OdpowiedzUsuńRozdział świetny :) Zapomniałam podziękować za zaproszenie. Widzę, ze zaczyna się rozkręcać.
OdpowiedzUsuńCzekam na next i zapraszm również do siebie.
http://1d-give-love-to-work.blogspot.com
Mam nadzieję, że spodoba ci sie moje opowiadanie i licze na rewanż.
Pozdrawiam <3